Od upadającego Porsche do Audi RS6

Lata 80 to pasmo nieszczęść dla magicznej marki z Zuffenhausen – Porsche. Co jednak dla jednego jest kłopotem, dla innego jest łutem szczęścia. To niewątpliwie mogą szczerze przyznać marki takie jak Mercedes, Audi, czy nawet… Seat. Wszystkie one garściami czerpały z zasobów wiedzy inżynierów Porsche. Zdecydowanie najlepiej wyszło na tym Audi. Z tej kooperacji stworzono bowiem pierwsze tak szybkie kombi w dziejach motoryzacji – model RS2. Z Porsche 911 zaadaptowano wszystko, co było możliwe: hamulce, lusterka, felgi, a nawet… zderzak. W prostej linii od szalonego RS2 pochodzi bohater naszej dzisiejszej opowieści – Audi RS6.

Jak spiesząca się na wakacje rodzina wyprzedziła ścigacz… przy 300km/h?

Internet aż roi się od filmów, w których pędzące kombi mruga od tyłu światłami na osiągający swoją maksymalną prędkość sportowy motor. ,,Zjedź z drogi, zawalidrogo!” zdaje się krzyczeć zza szyby kierowca z bagażami i kilkoma pasażerami na pokładzie. Takie właśnie obrazy, anegdoty i opowieści o RS6 elektryzują od dwóch dekad światową motoryzację. Audi RS6 to prawdziwe monstrum, występujące zawsze z silnikiem V8 biturbo – to jego wizytówka, nawet w dobie wszechobecnego downsizingu i elektryfikacji. Niemal zawsze mowa tu także o nadwoziu Avant, oznaczające w niemieckim nazewnictwie auto kombi – wersja sedan wytwarzana była, niemal przypadkowo, przez zaledwie kilka lat.  

Recepta na sukces, ważący… ponad dwie tony

Ważące, w zależności od generacji, od około 1800 do 2150 kilogramów RS6 zachwyca swoją gracją. Najstarsza odsłona osiąga moc około 450KM, zaś aktualna, oznaczana symbolem C8, ma już 600KM. To wprost niewyobrażalne ilości, jak na samochód o nadwoziu kombi. Kierowcy chwalą RS6 za niezawodny układ kierowniczy, czego główną zasługą jest układ Quattro. Oczywistą zaletą jest również praktyczność – właściciele BMW M5 czy Mercedesa E63 AMG mogą zapomnieć o przewiezieniu nawet połowy bagaży z RS6. Cenowo są to samochody porównywalne – mowa tu o kwocie wynoszącej ponad pół miliona złotych za auto z polskiego salonu. Niezależnie od tego, czy wycena ta jest adekwatna, czy nie, pewne jest jedno – RS6 na nowo zdefiniował znaczenie ,,wilka w owczej skórze” i został zwycięzcą wspaniałej epopei zapoczątkowanej we wczesnych latach 90. Mowa tu o czasie, gdy producenci prześcigali się w pomysłach, jak do zwykłego auta klasy średniej włożyć jak najwięcej cudów techniki. Owocami tej rywalizacji były Lotus Omega, Audi RS2, RS4, RS6, Mercedesy AMG czy BMW M3 oraz M5. Po wielu latach, pierwsze miejsce należy się zdecydowanie RS6.